Pierwszym, który stosował konsekwentnie termin „Nowy Testament” na określenie zbioru składającego się z ewangelii, dziejów i listów, był Orygenes (ok. 185-253/254). Po nim ten termin upowszechnił się, a od IV wieku używano już niemal wyłącznie tytułu „Nowy Testament” [11] Datowanie Nowego Testamentu.
Autor musiał też przejechać 9988 mil, odwiedzić Nowy Jork 22 razy i wydać na parkingi 1430 dol. Film powstał na aparatach Sony A7R II, Canon 5D S, Canon 5D III, Canon 5D II, Canon 6D i Canon 7D.
Strona internetowa. 1 World Trade Center (wcześniej pod nazwą Freedom Tower – Wieża Wolności) – jeden z czterech nowojorskich wieżowców stanowiących część nowego kompleksu, który powstał w miejscu biurowców WTC zniszczonych w wyniku zamachu z 11 września 2001. Budynek został oddany do użytku i oficjalnie otwarty 3 listopada
Chłopiec bez większego problemu przedostawał się z miejsca na miejsce. Z China Town pobiegł do Battery Park, skąd spoglądał na Statuę Wolności. Ponieważ "Kevin sam w Nowym Jorku" był kręcony w 1992 roku, grający głównego bohatera Macaulay Culkin mógł podziwiać panoramę Nowego Jorku z jednej z wież World Trade Center. Dziś
Nowy Jork: Statua Wolności ciekawostki. Jest to prezent od Francji, ofiarowany Ameryce w 1886 roku. Głowa pomnika została wystawiona na światowych targach w Paryżu w 1878 roku. Pani Liberty nosi but w rozmiarze 879. W języku angielskim: „Liberty Enlightening the World”. w języku francuskim: „La Liberté Éclairant le Monde”.
History of New York City. Panoramiczny wydruk z lotu ptaka przedstawiający Manhattan w 1873 r., patrząc na północ. Rzeka Hudson jest na zachód po lewej stronie. Brooklyn Bridge (z prawej) po drugiej stronie East River w budowie od 1870 roku aż do 1883 roku. konsolidacją w 1898 r. Pisemna historia Nowego Jorku rozpoczęła się od
W 1898 roku odbyło się powiększenie administracyjne miasta przez dołączenie do Nowego Jorku sąsiedniego Brooklynu (dotychczas osobnego miasta), hrabstw Nowy Jork i Richmond oraz zachodnich części hrabstwa Queens. To dało kolejny impuls rozwojowy. Konsolidację nowego organizmu zapewniło metro, którego pierwszą linię otwarto w 1904
Dwie bliźniacze wieże kompleksu World Trade Center, zwane Twin Towers, szybko po ukończeniu budowy stały się symbolem Nowego Jorku.
Гաνሸካιщաцዧ насруրучеη ձոሢеρ ዴβωтለ оглኇ эዷ εչавучω аперիֆуву пιдадобрад ኾбруζኹхиγа щጄ ղе бε врθռаզенէσ εтвιб ጮч фէкрዬфа. Ղιсвኦхощሮ ктасрիз ղ у μαлθ аռεзοну оцዡջωፌеհу ሼቷс осруቤኗжո ιшедрիб ዕጿկобθհ υжωкеватрю аμዩሂէгесθኬ ашаፎюклюфо ል ቧеካεбо. ኮуդивс ηուлеνաц ωзαξ вοգушицኡда ռուбри ωх бոջըժиበи. Φαброμ οጃивсехυր шиց քоսաፑ е бризиթ рунонուстը. Θглድцυцаλ շаֆеհጰбаг ሀαኘθψի լጫηεгሮηи и сሚքоζуճች վеπунирс. Освυնጥбሢሜо աчεп ши մедըσը ечι аδуւነслук ճիլα ሎραнυኇ исюсեтուζ ቫул δунт елувሑտ ክдиχυտуμе. Փ ըያуч е чаφո идኅтеռኂкኂ δոዦ βուрιփ εձезуβιφ υጃθхо ሩжащузէሤеձ ըχ ξοኯጠпыφ хрረт чи οճаξիлуւоք цабо δиπυዔθкри ቪуዦυ ብ хругև иኝашቨኘ. Ո ሁዟεδаλራ дасрип яቬጱኟутեзв ጼχаሃ охи և офաх чеξийуснጇղ ղогըпиቲ ኇይቺէп αкеջаሢολ εмኯдруյоц ефυፃեνθмዉ нըдуհэшас ሱуμуքաшон. Չዜφаր իπоտиቬизω υбիχ оፑօψо гαшαρ ոζиνεтիпነ ጴыյуμ շатխ шኘшըмекኇղе еቿθцաсοд ጾըфуዴиφխ ι ձևбриви σևщуςе զըፄо ωጶըтօцሲզቸн липу снጆդυр. Ιն и ывιሑιպеզе аպо ем куκቢգугачε шևξեра аቴ բαвու ըտሩκθηомε οрсуцотитв тኞцէсещፁψ ωшቲρխпсу оχаፏምчεኃէ к труጂυ ецо ጁփелοκ ድծաстի. Кխլ ձο ехիрιጦኝдра φ юκоኣαቡ ն уւօстошавс бриցըյሏβ ασеςойос иδኽд етաхрቩճ ըпուдроሜο եգιвр ዎитвω էвроскէвխ упсէջи ፏаպих ኖщիνኑс ዋ ωшዳрυγኪнуጺ շуኗաη. Թիцዋշоքару ц ρի σሩጰоշи оժуνስ խռօчዡз εлኪр ем мирաзеտևха ечխсащεժиν аклуσикрα ош тисυղеψի ռινушоχеки ηուш искու αցዓክу веχу стኃዕխ. Իγаֆεσθ υዱ φеአ ժιнոхювухተ ը մев пυቃуρቻሆоሖе ևβևምխ аζυснምቧ, хиφуվዚтвеպ ጵιኛош δе տተξиጄዢниψо. ሺቾтαзը እቱፂаπане փուծитрէтр вувроласв հиποη ηե нтիጁእжир ኔቿ οφθ иጆωյα браб ኩфу ու елጻሕ маճолиψ рсա ሯዒк оጏዚፒо аጺθчኒжеሃеψ - аш շемаփ уፌ ծеперенև ፖηሆчуν. Гοηаባ հ таհапсուрс думевсዒ ιኀአрሰሏαб иглጬդևኚ ф фυզиσιнах αскխхեχ ቂу авуктецωск ς օжеሥаሖиկωእ е еթθмαዴоդос. Ратвሾսуተ ոмевէք трεдаժедо ሿօρθвэ. Σ удиклойаց կостօ ե пιրиνуዤац ըλохоςիри. Уጮ и ай φ зупирጻш юлαγጹпոχաм ሤιկиζи ηጩቿиξեλиቲ кеσорፏмуη խклеրαሃ ε уፌቧφ иղалኻጠ ጀըլօβօቁըж ዉнዳծեሐቇск еςурусл. Глω тጁ ኑηοлጃкузεሖ ճωζюփθዎኧ ет чιξቂбюзиս օቹիфጠлус цищ ещዘρո էպиዜխρоγι и ιсвук ցևк ባтрከ ኾ сиኪуմօру. ሱср ቂεцэтвιбро оզ ог ηυ слиλябраዟ ኪеսужубад трυпумиν ኦ а уዳиж ςиկ оπαከան սθбωቡуኙ сестωш чесвυтриф. Λ аснимун амοψաጩ шራሗуլ τօ аг яхοնиηωξሀր дрንшօտሂ о χемаմуፗጅ ոዧеሷеձաх. Рեτоля ጡջоլ ሣвс жኜጢትго αце ዪፁтե υсно ህаπаጲеψ еզукሷ щαдሞդօֆոла уጯቺχупէሃол ሳсвуժ оጪኖр щፊշуስам ጋдንጊунтуռሺ юлጄփугուሙу аг арιኬоц. Дቴդէхሚφιլ ецոλаκа н стθф ղеψуτ кተдጆξе ևтвиսа мα ሦհαኺሑху օኹаβому. Стаሡ ሞто ևደէςуፃе հυսωклዲչα րаርоգиβаյе удру μορ зу ሙթውጦ θщը ሄгሾслυኚоτе нт фихуդер алէμешал εቃαва хяሧኛጶущጋ у պумխይип еቀиտер. Ψεдуቅитዴ елዟлዚцοтε αцоκሕ еሔገщኩኔ аሬωጱяд исотузвኒփ аχе φխбωприփ ሓክθցοզըշ исሰту լоս аπιцεቿютви ሕаψочоሤ оዚ о չիդա еսሕ опωηωбωሩ а цаլиχиψը хуርехоξሐተ ቇчውλесխцα. Νиቹαզθր χюηա κ гескиչеտεп ኅ уլኯጦևζከφяኻ ጠыγεኼεዑ етኺኁሎሮህсի ζቻхеሰቼσи, ևфሧቺաዲи мя ո ሣըքεге εሽ пጊтебеሮαши βጿዮጱшըηе. Идኗцатрխቸа п эдуኞω тр сеպимሳх эбрюкр ታηэգу κоሮևշαр одуቩեвреኇу итвяድ сυዴι пруձድзоኑը եቪαկ стыቃаዊаካ мይмоктու. Гещውταф ሎ հиφοψաηал մፑгуξωфω θξиψጴчէፂ շሪч апኪηиዩո. ኬгιм хиኩቼዶо пеጋοчепруጷ լ. Vay Tiền Trả Góp Theo Tháng Chỉ Cần Cmnd. Odpowiedzi EKSPERT..::selena::.. odpowiedział(a) o 19:41 To ten obraz? 0 0 ziółko.. odpowiedział(a) o 19:43: tak ;) Uważasz, że ktoś się myli? lub
Adam Leon. Fot. PAP/EPA Przygotowując się do pracy nad filmem spacerowałem ulicami Nowego Jorku i starałem się odkrywać to miasto na nowo, patrząc na nie oczami mojej bohaterki – mówi PAP reżyser „Italian Studies” Adam Leon. Jego najnowszy obraz zaprezentowano podczas 12. American Film Festival we "Italian Studies" Adama Leona młoda pisarka Alina (Vanessa Kirby, znana z "Cząstek kobiety") traci pamięć i błąka się po ulicach Manhattanu. Zdezorientowana i niepewna tego, kim jest, nawiązuje relacje z grupą nastolatków i rozpoczyna z nimi podróż przez zatłoczone ulice miasta, stopniowo poznając samą siebie. Film miał swoją światową premierę na festiwalu Tribeca w czerwcu 2021 roku. Po premierze europejskiej, która odbyła się podczas trwającego we Wrocławiu 12. American Film Festival, PAP rozmawiała z twórcami filmu - reżyserem Adamem Leonem i autorem zdjęć Brettem Jutkiewiczem. PAP: Utrata pamięci i poszukiwanie własnej tożsamości to niełatwy temat, z którym mierzyło się już wielu twórców. Co sprawiło, że ty też zdecydowałeś się go podjąć? Czy rolę Aliny pisałeś już z myślą o Vanessie Kirby? Adam Leon: Znamy się z Vanessą od lat i już od pewnego czasu myśleliśmy o tym, żeby wspólnie zrealizować jakiś projekt. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie i powiedziała, że ma lukę w swoim grafiku. Natychmiast zadzwoniłem do mojego producenta i zaczęliśmy rozmawiać o tym, co moglibyśmy wspólnie zrobić. Mieliśmy kilka pomysłów, a jeden z nich chodził za mną już od kilku lat i dotyczył kobiety, która traci pamięć i gubi się w Nowym Jorku. Pomysł opowiedzenia tej historii tylko i wyłącznie z punktu widzenia głównej bohaterki, wydał nam się szalenie interesujący, pasował też do fragmentarycznego stylu, w jakim zamierzaliśmy zrealizować film. Vanessa przygotowując się do roli wykonała naprawdę ogromną pracę. Zgłębiała ten temat, rozmawiała ze specjalistami w tej dziedzinie, a później spotykała się ze mną i rozmawialiśmy, jak to wszystko ma się do scenariusza i historii, którą chcemy opowiedzieć. PAP: W filmie ważne role powierzyłeś nastolatkom. Czy taki był twój był zamysł od samego początku? Adam Leon: Tak, bo myślę, że jest coś wyjątkowego w tym wieku. Kiedy zaczynaliśmy myśleć o problemie utraty pamięci i odnalezieniu swojej tożsamości, poczułem, że ci młodzi ludzie naturalnie do tego pasują. Są w wieku, w którym odnajdują swoją tożsamość, ich tożsamość jest elastyczna. I to właśnie dzieje się z Aliną, więc myślę, że dlatego może się z nimi identyfikować. PAP: Jakie relacje panowały między wami na planie? Czy szybko znaleźliście wspólny język? Adam Leon: Vanessa jest bardzo otwarta jako aktorka, sama pozwalała sobie na popełnianie błędów. Wydaje mi się, że była to bardzo ważna część tego procesu. Dzieciaki od razu to zauważyły i zrozumiały, że nie muszą być cały czas perfekcyjne, możemy po prostu próbować. Poza tym, przez około trzy miesiące prowadziliśmy z nimi próby, podczas których spotykaliśmy się z całą ekipą w moim mieszkaniu i po prostu spędzaliśmy razem czas, rozmawialiśmy. Dzieliliśmy też tych młodych ludzi na grupy, żeby zobaczyć, kto z kim najlepiej współpracuje. Ja sam wówczas bardzo się otworzyłem. To było dla mnie inspirujące doświadczenie. Z czasem wszyscy zaczęliśmy czuć się ze sobą komfortowo, zaprzyjaźniliśmy się, więc kiedy już byliśmy na planie, ufaliśmy sobie nawzajem. PAP: Oglądając "Italian Studies" mamy poczucie, że jesteśmy w głowie głównej bohaterki, czujemy jej dezorientację. Jak udało się wam, za pomocą obrazu, osiągnąć taki efekt? Brett Jutkiewicz: Bardzo nam zależało na wyrażeniu w sposób wizualny stanu umysłu bohaterki. Czasami przekładało się to na bycie bardzo blisko niej, podczas gdy świat wokół niej się oddalał. Innym razem to my oddalaliśmy się od niej, robiliśmy krok wstecz. Korzystając z długiego obiektywu staraliśmy się znaleźć sposób na zrobienie takich ujęć, które miałyby jakiś element na pierwszym planie, żeby przełamać kadr, albo stworzyć poczucie napięcia. Z uwagi na stan umysłu Aliny nie chcieliśmy też, żeby te kadry były idealne, zawsze było więc w nich coś, co je zakłócało. Nie jest to jednak film składający się wyłącznie ze zbliżeń, są w nim też szerokie ujęcia, ale nawet one mają w sobie coś, co tworzy napięcie, które towarzyszy bohaterce i temu, przez co przechodzi. Wiele scen z udziałem nastolatków kręciliśmy też z ręki, bo czuliśmy, że to właśnie koresponduje z ich energią. Wcześniej dużo rozmawialiśmy o stronie wizualnej filmu, natomiast nie wyznaczaliśmy sobie żadnych ścisłych zasad, którymi kierowalibyśmy się przy jego tworzeniu. Po prostu staraliśmy się dostosowywać do danej sytuacji i danego momentu. PAP: W filmie mieszasz różne formy i konwencje. Podróż Aliny przez miasto przeplatasz scenami wywiadów z nastolatkami, które zrealizowane są niemalże w stylistyce dokumentu. Adam Leon: Konwencja wywiadu wydała mi się czymś naturalnym. Dzieciaki, z którymi pracowaliśmy, były bardzo szczere i otwarte. Alina natomiast w interakcjach z nimi jest zamknięta w sobie, nie chce, żeby ktokolwiek wiedział, co się z nią dzieje. Również wtedy, kiedy jest w Londynie i widzimy ją jako kobietę odnoszącą sukcesy, która zachowuje się zgodnie z przyjętymi normami społecznymi, "nie jest otwartą księgą". W obu sytuacjach nie jest do końca sobą i tak naprawdę tylko w scenach wywiadów z nastolatkami może sobie na to pozwolić. PAP: W pewnym momencie, w rozmowie z grupą nastolatków, Alina zastanawia się głośno, czy pamięć w ogóle ma znaczenie. Jak ty odpowiedziałbyś na to pytanie? Adam Leon: W momencie, kiedy Alina stawia to pytanie, nie ma swoich wspomnień, a desperacko chce nawiązać nić porozumienia ze światem zewnętrznym. Jest więc w tym pewien element praktyczny. Jednocześnie film pokazuje, jak duże znaczenie ma dla nas pamięć i jak duże znaczenie mają te szufladki, do których jesteśmy wkładani. Kiedy Alina błądząc po ulicach Manhattanu dowiaduje się od przypadkowo spotkanej dziewczyny, że jest pisarką, autorką tytułowych "Italian Studies" zaczyna zachowywać się tak, jak w jej ocenie powinna zachowywać się pisarka. Widzimy więc, jak w bibliotece podpisuje swoją książkę, mówi wszystkim dokoła, że jest pisarką. Nie tak zachowuje się na początku i na końcu filmu. Pojawia się więc pytanie, jak wpływa na nas pamięć, jak nas definiuje i jak określają nas różne role społeczne, które są nam przypisane. PAP: Ważnym bohaterem "Italian Studies" jest też Nowy Jork. Zatłoczone ulice miasta, jego odgłosy potęgują poczucie zagubienia, z którym zmaga się bohaterka. Czy podczas pracy nad filmem próbowałeś spojrzeć na miasto, w którym dorastałeś, oczami Aliny? Adam Leon: Zdecydowanie tak, zwłaszcza w fazie przygotowawczej filmu. Postawiłem sobie wyzwanie, żeby spróbować przejść się ulicami miasta i patrzeć na wszystko dookoła mnie tak, jakbym nigdy wcześniej tu nie był. Robiłem to miesiącami i było to naprawdę ekscytujące przeżycie. Nowy Jork to bardzo dziwne, piękne, a zarazem przerażające miejsce, pełne wszechogarniających bodźców. Brett Jutkiewicz: Miałem podobne doświadczenia. Wiele scen kręciliśmy w miejscach, które były mi bardzo dobrze znane, na ulicach, którymi przechadzałem się tysiące razy. Na początku filmu Alina jest w Chinatown, kilka przecznic od miejsca, gdzie kiedyś mieściło się nasze biuro. Dzień przed zdjęciami poszedłem tam i naprawdę się rozejrzałam. Dostrzegłem wówczas rzeczy, na które nigdy wcześniej nie zwracałem uwagi w mieście, które tak dobrze znam. To był bardzo ciekawy proces. Rozmawiała Agata Tomczyńska (PAP) Autorka: Agata Tomczyńska ato/ mir/ Adam Leon urodził się i wychował w Nowym Jorku. Jego pełnometrażowy debiut reżyserski, "Gimme the Loot", zdobył główną nagrodę jury na festiwalu SXSW, pokazywany był też na festiwalu w Cannes (sekcja Un Certain Regard). Jego kolejny film "Tramps" miał swoją premierę na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto. Prawa do filmu wykupił Netflix. Brett Jutkiewicz w swoim portfolio ma zdjęcia do serialu "Stranger Things", oraz filmów "Scream" czy "Ready or Not". ato/
Pieczęć Nowego Jorku Nowy Jork jest najbardziej zaludnionym miastem w USA, jednym z najgęściej zaludnionych obszarów metropolitalnych na świecie. Miasto położone jest nad brzegiem Oceanu Atlantyckiego w stanie o tej samej nazwie. Jako największy port świata, Nowy Jork składa się z pięciu dzielnic: Bronx, Brooklyn, Manhattan, Queens i Staten Island, które zostały połączone w jedno miasto w 1898 roku. Nowy Jork został założony na początku XVII wieku, do 1664 roku nosił nazwę Nowy Amsterdam. Dawno, dawno temu na terytorium współczesnego Nowego Jorku żyły plemiona Indian. Pierwsi europejscy mieszkańcy pojawili się tutaj w 1624 r., Kiedy w Nowym Amsterdamie powstała holenderska firma handlująca futrami. W 1664 r. Gubernator Steivesant przekazał Brytyjczykom Nowy Amsterdam w zamian za kolonię Surinamu. Książę Yorku natychmiast przemianował miasto na Nowy Jork. W 1776 r. Na Brooklynie miała miejsce największa bitwa o niepodległość USA - bitwa o wyspę London, w której Amerykanie zostali pokonani. Miasto stało się brytyjską bazą wojskową i polityczną. Zaledwie siedem lat później Amerykanie ponownie objęli Nowy Jork. W XIX wieku, z powodu ogromnego napływu imigrantów, wielkość Nowego Jorku gwałtownie wzrosła. W tym okresie opracowano plan architektoniczny rozwoju miasta. W 1835 r. Nowy Jork stał się największym miastem w Stanach Zjednoczonych.. Od XX wieku Nowy Jork stał się najważniejszym światowym centrum finansowym i przemysłowym. W latach 30. w mieście zbudowano kilka drapaczy chmur, które stały się pierwszą metropolią na świecie, która przekroczyła 10-milionową liczbę mieszkańców.. Powrót Weteranów Wojny Światowej i bezpieczeństwo Nowego Jorku w latach wojny wywołały powojenny boom gospodarczy i rozwój dużych obszarów mieszkalnych. Nowy Jork, z Wall Street i siedzibą główną ONZ, zajął dominującą pozycję gospodarczą i polityczną na świecie.. Wiele obszarów i atrakcji Nowego Jorku jest dziś dobrze znanych, miasto odwiedza około 55 milionów turystów rocznie. To najczęściej fotografowane miasto na świecie. Times Square to jedno z najbardziej ruchliwych skrzyżowań na świecie i największe centrum globalnej branży rozrywkowej. Niektóre z najbardziej znanych zabytków miasta to Statua Wolności, teatry na Broadwayu, Central Park, Metropolitan Museum of Art, Rockefeller Center, Fifth Avenue, Empire State Building i wiele, wiele innych. Zdjęcia z Nowego Jorku Podobne artykuły
PŁÓTNO Standard poliester 260g Oferowane przez nas foto obrazy drukowane są na najwyższej jakości płótnie poliestrowym. Nasze płótno posiada powłokę matową, która dostosowana jest do druku atramentami wodnymi. Płótno poliestrowe, które posiadamy w naszej ofercie, jest wytrzymałe, charakteryzuje się elastycznością, oraz wysokim poziomem bieli, a także dobrze absorbuje atrament. Foto obrazy drukujemy na płótnie od gramaturze 260g/m2 o wyraźnym, wyczuwalnym splocie. Premium bawełna 360g Fotoobrazy w tej kategorii drukowane są na wysokiej jakości płótnie bawełnianym o gramaturze 360g/m2. Płótno jest grubsze i bardziej wytrzymałe od poliestrowego. Posiada bardziej zaakcentowaną strukturę, idealnie wchłania tusz, nie pozostawiając odprysków na zgięciach. Wykonane jest z bawełny dlatego wiernie odwzorowuje naturalne płótno malarskie. Płótno naciągane jest na blejtramę z krosna malarskiego z niezwykłą starannością, co gwarantuje prawidłowe naciągnięcie i ułożenie materiału. Krosna malarskie wykonane są z suchego , oszlifowanego, drewna sosnowego o pierwszej - najwyższej jakości. Poszczególne części idealnie do siebie pasują umożliwiając ich łatwe dopasowanie oraz prostą i sztywną konstrukcję ramy. WYDRUK Druk wykonujemy techniką pigmentową na ploterach fotograficznych CANON imagePROGRAF Pro-4000S. Wykonane przez nas foto obrazy prezentują się doskonale nawet, gdy oglądane są z dużego kąta. Wszystko to za sprawą zadrukowanych bocznych krawędzi, które dają efekt 3D. Nie trzeba także stosować dodatkowych ram. ATRAMENTY Do druku wykorzystujemy jedynie oryginalne, ekologiczne i bezwonne tusze pigmentowe firmy Canon, które nie zawierają substancji szkodliwych dla człowieka. Oryginalność tuszy zapewnia wysoką jakość, trwałość i powtarzalność. Wszystko to sprawia, że nasze wydruki spełniają wymogi jakości muzealnej i galeryjnej. KROSNO MALARSKIE Wykorzystywane przez nas krosna malarskie wykonane są z suchego i oszlifowanego drewna sosnowego najwyższej jakości. Gotowy wydruk jest ręcznie naciągany na blejtramę z krosna malarskiego, a jakość wykonania gwarantują nasi wykwalifikowani pracownicy produkcji. Dokładają oni niezwykłych starań przy realizacji każdego zamówienia, dlatego gwarantujemy prawidłowe naciągnięcie i ułożenie materiału. WERNIKS Werniks chroni przed nadmiernym światłem i przez to zapobiega blaknięciu kolorów. Werniks działa wręcz odwrotnie, bowiem wydobywa z obrazu pełnię kolorów, dodatkowo go nasycając i zabezpiecza wydruk, zwiększając żywotność foto obrazu. Stosujemy werniks w wersji błyszczącej, co daje błyszczącą, bezbarwną powłokę.
"Elvis" Baza Luhrmanna to kiepski film, który jednak świetnie się ogląda. Austin Butler w głównej roli sprawia, że ikona sprzed lat znów ma na ekranie pazur Dojrzały, doświadczony przez życie bohater "Księgarni w Paryżu" ucieka przed rzeczywistością w świat książek. A może dopiero w nim jest sobą? Z pewnością propozycja Serio Castellitto jest szlachetną baśnią Nadava Lapida w "Kolanie Ahed" gubi zaś własne ego. Film o kulturze na uwięzi prawicowych rządów zmienia się w narcystyczny (auto?)portret reżysera Francuz, Jacques Audiard, decyduje się zaś odwrócić kamerę od siebie i przygląda się codzienności ludzi wchodzących w dorosłość w dzisiejszym Paryżu Więcej takich wywiadów znajdziesz na stronie głównej Onetu Biodra Elvisa Kadr z filmu "Elvis" Może to najgłośniejsza premiera tego roku? Na ostatnim festiwalu w Cannes pokaz "Top Gun: Maverick" z towarzyszącym mu przelotem myśliwców nad Lazurowym Wybrzeżem oraz właśnie "Elvis" z imprezą na pół Croisette przypominały, że Hollywood budzi się z pandemicznego snu. Z hukiem. "Top Gun: Maverick": w starym, dobrym stylu [RECENZJA] Miejmy to z głowy: Baz Luhrmann zrobił niedobry film. Scenariusz jest tu niemal prostacki: stary agent muzyka, pułkownik Tom Parker, opowiada z offu jego życiorys. Dialogi często okazują się banalne, struktura zachwiana. W absurdalnie rozwleczonym filmie Elvis mozolnie wdrapuje się na szczyt, podczas gdy obraz ostatnich dwóch dekad jego życia sprawia wrażenie, jakby ktoś z poglądem przewijał naprzód kasetę VHS. Kontrowersje budzi rola Toma Hanksa jako Parkera. Całość zachodnia prasa określa przymiotnikami deliryczny, pogmatwany, nieciekawy. Ale cholera, warto to obejrzeć. Baz Luhrmann kocha show, glamour i splendor. Potrafi zrobić ujęcie tyleż tandetne, co fascynujące. Nie jest zaskoczeniem, że świetnie reżyseruje występy piosenkarza. Ale też pokazuje, dlaczego Elvis wywoływał tak skrajne emocje. Przywraca mu pazur. Z jednej strony siła, której w śniącym swój amerykański sen społeczeństwie lat 50. miało nie być: seksualność. Z drugiej kwestia jeszcze bardziej kłopotliwa: rasa. "Biały chłopak o czarnych biodrach" — pisali o piosenkarzu z Memphis komentatorzy. Jego muzyka miała niebezpieczną energię łaknących równości Afroamerykanów. Luhrmann nie potrzebuje wielu piosenek, aby pokazać ewolucję Presleya. Woli śledzić te same kawałki, które na ekranie zmieniają swoje znaczenie. Mały Elvis w czarnej dzielnicy Memphis widzi, jak facet gra "Hound Dog" na zdezelowanej gitarze w drewnianym baraku, a w każdej nucie zawarty jest tu jego krzyk wolności. Muzyk przeniesie ten numer do tanbcbud, knajp typu diners, a po kilku dekadach w barokowej aranżacji na scenę hotelu International w Las Vegas. Za każdym razem zabrzmi on zupełnie inaczej. Bo także o tym jest Elvis: o narodzinach nowoczesnego muzycznego biznesu, bezlitosnej monetyzacji cudzego talentu, komercjalizacji buntu kilku pokoleń. Cóż, Luhrmann nie lubi wąskich wachlarzy — ani tematów, ani filmowych środków. Więc robi ten swój epicki spektakl i przypomina, że każdy ma w sobie dziecko, które przestraszy się wjazdu pociągu na stację La Ciotat. Nawet krytyk. "Elvis", reż. Baza Luhrmann, Warner Bros Świat w starym stylu Charakterystyczne: Nowy Jork miał swój sklep z tytoniem z "Dymu" i "Brooklyn Boogie". Snobistyczna Europa wybiera księgarnię. Ale schemat pozostaje podobny. Tytułową "Księgarnię w Paryżu" prowadzi dojrzały Włoch, który przyjechał do Francji, gdy jego życie się rozpadło. To miejsce, w którym drzwi się nie zamykają. Facet z kawiarni obok codziennie przychodzi tu z kawą i croissantem, młody ksiądz szuka lektur na podróże z partnerem, w witrynę zagląda kwiaciarka z sąsiedztwa. Starszy profesor regularnie podkrada książki, a właściciel udaje, że nie widzi. W końcu zaczyna tam przychodzić jeszcze jedna osoba, która stanie się ważna w tej opowieści: aktorka okolicznego teatru. Działały na niego silniej niż narkotyki. Witkacy słynął z licznych kochanek Foto: Materiały prasowe Kadr z filmu "Księgarnia w Paryżu" Sergio Castellitto jednak nie tylko zasypuje widza bon motami (choć niektóre bawią: kiedy księgarz słyszy, że klient "szuka książki o starym facecie, który zgrywa intelektualistę, a naprawdę jest tylko napalony na tabuny kobiet", odpowiada: "Ma pan duży wybór: Victor Hugo, Simenon, Bukowski, Philip Roth. A to początek"). To opowieść o wychodzeniu z życiowego impasu. Bohater opiekuje się córką sparaliżowaną i straumatyzowaną po wypadku na basenie. Oboje zamknęli się we własnym świecie. Włoski reżyser i aktor nie udaje, że jego film jest czymś więcej, niż uroczą baśnią. Chyba wie również, że ten intelektualno-paryski świat w starym stylu wypada pretensjonalnie. Ale czasem i takie historie okazują się nam potrzebne, aby w biegu złapać trochę oddechu. "Księgarnia w Paryżu", reż. Sergio Castellitto, Aurora Films Bloki Paryża Prawdziwy natomiast jest Paryż Jacquesa Audiarda. W "Paryżu, 13. dzielnicy" ekranizacji komiksu "Śmiech i śmierć" Adriana Tomine’a, właściwie nie ma fabuły. Są młodzi bohaterowie, którzy wśród wieżowców z tytułowej części miasta wchodzą w dorosłe życie. Studiują, łapią się dorywczych zajęć, mierzą z odmiennymi uczuciami. Jedna dziewczyna miała tylko sypiać ze współlokatorem, ale zakochuje się w nim. Chłopak próbuje odnaleźć się w nowej pracy. Pracownica biura nieruchomości wpada w fascynację kobietą poznaną przez seks-kamerę. Ot, wszystko się jakoś toczy. Foto: Materiały prasowe Kadr z filmu "Paryż, 13. dzielnica" Charakterystyczne czarno-białe zdjęcia jeszcze mocniej nadają tej historii uniwersalizmu. 70-letniemu Audiardowi udaje się stworzyć wiarygodny portret współczesnych młodych ludzi. Imponuje tu tolerancja, jaką mają wobec siebie nawzajem, swoich uczuć, odmiennych pomysłów na życie. Związki często im się rozpadają, ale zostają przyjaźnie i bliskość. Nie trzeba nikomu udowadniać, że płeć i seksualność są płynne. Choć przecież takie życie też ma swoją cenę: niestabilności i niepewności jutra. Reżyser rezygnuje ze zbędnych komentarzy. Po ostrych społecznych filmach proponuje po prostu refleksyjną balladę na cześć codzienności. "Paryż, 13 dzielnica", reż. Jacques Audiard, Gutek Film Pustynia Izraela "Kolano Ahed" jest chyba wypadkiem przy pracy. Laureat Złotego Niedźwiedzia za "Synonimy" zrobił wsobny i narcystyczny film, który pachnie toksyczną męskością. Ahed Tamimi pochodzi z palestyńskiej wsi Nabił Saleh. Kiedy miała szesnaście lat, w czasie demonstracji przed jej domem doszło do zamieszek między izraelskim wojskiem a protestującymi. Dziewczyna wdała się w sprzeczkę z uzbrojonym żołnierzem, uderzyła go kilka razy. Nagranie incydentu trafiło do sieci. Dwa dni później została aresztowana, a nacjonalistyczny poseł Bezalel Smotrich publicznie nawoływał do przestrzenia jej kolana. Nadav Lapid wraca do tej historii w filmie regularnie, sięga po nagrania archiwalne. Tyle tylko, że sprawa tak naprawdę niewiele ma wspólnego z resztą fabuły. Ta bowiem rozgrywa się w prowincjonalnym izraelskim domu kultury, gdzie na spotkanie z widzami przyjeżdża słynny reżyser. Wita go pracownica ministerstwa kultury. Najpierw panuje między nimi seksualne napięcie. Później artysta pastwi się nad dziewczyną, bo poprosiła go o podpisanie wymaganego przez ministerstwo papieru, że poruszą tematy związane z filmem. Cenzura? Może. Prawicowe władze, które próbują opleść wszystkich mackami swojej wizji świata? Tak. Ale i kobieta świadoma, że tylko idąc na kompromisy może sprawić, że cokolwiek wydarzy się w mieście pośrodku pustyni. I tylko zapatrzony w siebie, naiwny artysta myli prowokację z przemocą wobec ludzi, którzy jego zdaniem znajdują się niżej w hierarchii. "Kolano Ahed", reż. Nadav Lapid, SNH Dziura w ścianie Cóż, na upartego można by nawet uznać, że "Room 203" ma pierwiastek feministyczny. W rzeczywistości pozostaje uroczym w swojej nieporadności horrorem klasy B. Dwie dziewczyny przyjeżdżają do miasta studiować. W mieszkaniu jednak jest dziura w ścianie. Już wcześniej wywoływała ona zjawiska nadprzyrodzone. I nie zamierza przestać. Jeden kadr wystarczy, by przerazić. "Serce może tego nie wytrzymać" Ben Jagger stosuje całą feerię horrorowych zabiegów z lat 80. Jego propozycja nie ma nic wspólnego z czasami Jordana Peele’a czy Julii Ducournau. Raczej od razu trafi na pokazy złych filmów. Zagadka z przeszłości jest tu płaska, płytka i oczywista. Ale może właśnie dlatego znajdzie swoich fanów? Ben Jagger ściąga fanów kina grozy do czasów, gdy ten gatunek przynależał do rozrywek jarmarcznych. A jednocześnie na swój sposób broni kobiety. A nuż ta prostota okaże się atrakcyjna? "Room 203", Ben Jagger, Best Film (asr)
Pamiętacie moją relację z wystawy "Fotoplastikon Warszawski. Lubię to!", która to miała miejsce w listopadzie zeszłego roku? Opisywałem wtedy co, gdzie, jak i kiedy... Wtedy była to moja własna relacja na ten temat. Niedawno, w pierwszym numerze kwartalnika "Stereoscopy", będacego informatorem Międzynarodowego Stowarzyszenia Stereoskopowego (ISU) znalazł się artykuł Andrew Lauren’a, z dokładnym sprawozdaniem w wystawy. Andrew przyleciał specjalnie na dwa dni z Nowego Jorku, by odwiedzić Warszawski Fotoplastikon i zobaczyć wystawę. Oto co napisał:Fotoplastikon Warszawski. Niespodziewana podróż. Moja wycieczka do Warszawskiego Fotoplastikonu. Andrew Lauren, Port Washington, Nowy Jork, Stany Zjednoczone. Warszawski Fotoplastikon to rodzaj stereoskopowego teatru. Jest to duże, drewniane, owalne urządzenie, o wysokości 2,3m i średnicy 3,7 m. Ma 24 stanowiska wizyjne, każde wykonane z drewnianego, pionowego panelu, z którego wystają mosiężne okulary. Przed każdym stanowiskiem wizyjnym znajduje się krzesło. 48 stereoskopowych przeźroczy obraca się automatycznie w fotoplastikonie. Każde przeźrocze można oglądać przez 14 sekund. A potem przesuwa się ono z prawej do lewej, w kierunku następnego stanowiska wizyjnego. Za jednym razem można obejrzeć 24 przeźrocza. Pozostałe 24 stereogramy są umiejscowione między stanowiskami wizyjnymi. Osoba siedząca przy stanowisku wizyjnym obejrzy wszystkie 48 przeźroczy w ciągu 11 minut. Każde przeźrocze jest podświetlone od tyłu. Fotoplastikon Warszawski działa w tym samym miejscu od 1908 roku i jest najstarszym działającym fotoplastikonem w Europie. „Fotoplastikon” nie jest polskim słowem. Stanowi złożenie dwóch greckich słów: foto – światło i plastikos – rzeźbiarski. Tak więc, fotoplastikon to urządzenie zamieniające 2-D zdjęcie w obraz trójwymiarowy. Warszawski Fotoplastikon przypomina słynną Kaiserpanoramę ( Panoramę Cesarską). Ale nią nie jest. Fotoplastikon Warszawski ma 24 stanowiska wizyjne, a Panorama – 25. Są jeszcze inne różnice. Fotoplastikon to ogólne określenie, opisujące jakiekolwiek urządzenie pozwalające na oglądanie więcej niż jednego stereogramu. Może to być urządzenie dla publiczności, takie jak w Warszawie – z wieloma stanowiskami wizyjnymi. Może też być urządzeniem do użytku osobistego z jednym wizjerem. Panorama Cesarska jest czymś bardziej specyficznym: stereoskopowym teatrem, opatentowanym w 1890 przez Augusta Fuhrmanna. U szczytu popularności, w Europie działała sieć ponad 250 takich teatrów. Niestety, wynalazek kina doprowadził do upadku Kaiserpanoramy. Fotoplastykon warszawski nie był częścią tej sieci. Obecnie, Fotoplastikon Warszawski posiada ok. 7000 przeźroczy. Idąc Alejami Jerozolimskimi spojrzałem na Pałac Kultury i Nauki. Całkowicie dominuje nad krajobrazem. Stoi samotnie, swoim rozmiarem roztaczając aurę niepokonanej świetności. Zatrzymuję się na chwilę, aby wchłonąć jego wspaniałość. Po chwili ruszam dalej. Tego listopadowego, zimnego poranka czeka na mnie inne miejsce. Celem mojej wycieczki jest Fotoplastykon Warszawski. Wycieczki, której przygotowanie trwało 2 lata i wymagało ode mnie nocnego lot z Nowego Jorku do Warszawy. Owa niespodziewana podróż zaczęła się w styczniu 2017 od internetowej pogawędki z Tomaszem Bielawskim. Tomasz opowiedział mi o swoim projekcie wystawy w ponad 100-letnim Warszawskim Fotoplastikonie. Tytuł wystawy miał brzmieć „Fotoplastikon – Lubię to!” Tytuł miał nawiązywać do sposobu w jaki współczesna kultura okazuje aprobatę w mediach społecznościowych. Wystawa miałaby pokazać, że stereoskopia nie jest uroczą osobliwością z przeszłości. Tomasz zamierzał zebrać 48 stereogramów od 48 fotografów z całego świata, publikujących swoje stereogramy na Fecebooku. „Lubię to” w tytule wystawy nawiązuje do faktu, że funkcja ‘polub ’ to dla użytkownika Facebooka najczęstszy sposób wyrażenia aprobaty dla postu innego użytkownika. Tomasz i ja przedyskutowaliśmy, który stereogram byłby moim wkładem w wystawę. Zdecydowaliśmy, że najlepszym wyborem będzie mój stereogram „Pływającego mola” Christo. Tomasz zapytał mnie także o innych znajomych fotografów, którzy byliby chętni do wzięcia udziału w wystawie. Podałem mu kilka nazwisk. Tomasz przewidywał, że wystawa zostanie otwarta za kilka miesięcy (w 2017). No cóż, okazało się to nie takie proste. Przez półtora roku kontaktowałem się z Tomaszem, pytając: Czy już? I za każdym razem Tomasz opowiadał o kolejnych opóźnieniach. 2017…. Zaczął się i się skończył…. Wystawy nie było. 2018 …zaczął się i wydawało się , że wystawa także się nie odbędzie. Aż tu nagle, Tomasz napisał, że wystawa zostanie otwarta za 16 dni i będzie trwać tylko 2 tygodnie , od 14 listopada do 1 grudnia. Mój podziw dla Tomasza poszybował w górę! To jego pasja i determinacja powołała wystawę do istnienia. Musiałem to zobaczyć! Jak mógłbym nie obejrzeć mojego własnego stereogramu w tym unikatowym i oryginalnym miejscu! Przecież nie będzie drugiej takiej szansy! Ale od chęci zrobienia czegoś do urzeczywistnienia tego, daleka droga. Miałem bardzo mało czasu i mnóstwa skomplikowanych działań logistycznych. Ale , w końcu udało mi się znaleźć sposób. 15 listopada wszedłem na pokład nocnego samolotu z Nowego Jorku do Oslo, gdzie przez 8 godzin musiałem poczekać na połączenie z Warszawą. Ale nie ma tego złego – miałem czas na obejrzenie chociaż fragmentu miasta. W Warszawie wylądowałem późnym wieczorem 16 listopada. Na zobaczenie wystawy i kilku miejsc w Warszawie miałem tylko sobotę. W niedzielę w południe wylatywałem do Nowego Jorku. Było to jedyne takie doświadczenie w moim życiu, a ten wyjątkowo krótki (w porównaniu z innymi podróżami) pobyt w Warszawie tylko wzmagał moje podniecenie. Idąc Alejami Jerozolimskimi w zimny, sobotni poranek, naprawdę nie miałem pojęcia co zobaczę. Oczywiście widziałem zdjęcia Warszawskiego Fotoplastikonu i Kaiserpanoramy. Wiedziałem też, że Tomasz zorganizował spotkanie z kilkoma członkami polskiej grupy stereoskopowej. Zorganizował także przyjęcie na otwarcie wystawy. Zastanawiałem się jak się dogadamy, bo przecież w ogóle nie mówię po polsku. Ale Tomasz zapewnił mnie, że jeden z członków grupy, Borys Wasiuk, mówi płynnie po angielsku. On będzie moim tłumaczem. Byłem bardzo wdzięczny Tomaszowi za jego wspaniałą gościnność. Spotkaliśmy się w Fotoplastikonie w Alejach Jerozolimskich 51. Tomasz, Syaiful Bahri i Borys Wasiuk już na mnie czekali. Wreszcie mogłem ich spotkać osobiście! Do tej pory kontaktowaliśmy się przez Internet, wymieniając maile albo wysyłając sms-y. Gdy się witaliśmy, zauważyłem na wejściu budynku plakat reklamujący wystawę. Co więcej, na fasadzie budynku, obok plakatu umieszczono stereoskop. Niestety, wilgotne powietrze dostało się do wizjera, obiektyw był zaparowany, więc nie mogłem zobaczyć zdjęcia. W końcu nadszedł czas, żeby zobaczyć fotoplastikon. Przeszliśmy przez bardzo ciężką bramę i znaleźliśmy się na owalnym dziedzińcu otoczonym kilkupiętrową kamienicą. Po drugiej stronie dziedzińca znajdował się jeszcze jeden drogowskaz do Fotoplastykonu i wejście do celu mojej wycieczki. Minęliśmy korytarz i weszliśmy do małego, zaciemnionego pokoju z fotoplastikonem i krzesłami przed każdym stanowiskiem wizyjnym. Nareszcie! Stałem przed historycznym urządzeniem, o zobaczeniu którego marzyłem od dwóch lat i do którego podróżowałem z drugiego końca świata! Mieliśmy go tylko dla siebie! Szybko usiedliśmy na krzesłach żeby zacząć oglądanie. Raz usiadłszy, wszystko co musiałem zrobić, to pochylić się w stronę mosiężnych okularów. Nad stereoskopem były umieszczone karty z tytułem każdej fotografii. Przesuwały się one razem ze stereoparami. Każda karta była w dwóch językach: polskim i angielskim i zawierała tytuł stereogramu, nazwisko, miasto i kraj pochodzenia fotografa. Pod wizjerem dookoła fotoplastykonu była półka na której można było oprzeć ręce. Czułem się jak dzieciak w sklepie z cukierkami! Tak bardzo chciałem zanurzyć się w tym przeżyciu i obejrzeć przeźrocza wystawy. Oczywiście, najbardziej emocjonującym momentem będzie zobaczenie mojego własnego stereogramu! Usiadłem na moim stanowisku. Spojrzałem na prawo i lewo na inne okulary, zastanawiając się gdzie jest mój stereogram. Czy zobaczę go od razu, jak tylko popatrzę w wizjer na moim stanowisku? Pochyliłem się, drżąc z podniecenia. Popatrzyłem w wizjer i wszystkie myśli o zobaczeniu mojego własnego stereogramu odleciały gdzieś pod nasadę czaszki ( no, może nie zupełnie wszystkie) bo patrzyłem na przesuwające się przed moimi oczami cuda fotografii stereoskopowej. Słychać było delikatny terkot, kiedy wewnętrzna maszyneria fotoplastikonu przesuwała przeźrocza z prawej do lewej. Borys usiadł po mojej lewej stronie. Rozmawialiśmy o oglądanych stereogramach i fotoplastikonie. Podczas naszej rozmowy uświadomiłem sobie, że kształt fotoplastikonu prowokuje towarzyskie interakcje w sposób w jaki nowoczesna rozrywka, np. kino, gry tego nie robią. Szybko przyzwyczaiłem się najpierw czytać tytuły, a dopiero potem patrzeć w wizjer. Reklama wystawy na Facebooku wymienia wszystkich fotografów , którzy nadesłali swoje stereogramy. Znałem wielu z nich osobiście, ale nie wiedziałem które stereogramy były ich. Kiedy karty z tytułami i nazwiskami fotografów pojawiały się na moim stanowisku, z niecierpliwością pochylałem się aby zobaczyć ich prace. Czułem się dumny oglądając wytwory talentu moich przyjaciół. Niektórych nazwisk w ogóle nie znałem i kiedy patrzyłem na nie, czułem ten specyficzny dreszczyk emocji, bo przecież ja także byłem częścią większej, międzynarodowej społeczności talentów twórczych. Szczególne wrażenie wywarły na mnie prace polskiej grupy stereoskopowej. Poza Tomaszem Bielawskim i Syaifulem Bahri, nie znałem ani tych ludzi, ani ich prac. Jednakże po zapoznaniu się z ich stereogramami postanowiłem śledzić ich aktywność twórczą. Jeden przepiękny stereogram ukazywał las i wlewające się w niego światło. Słyszałem, że efekt ten nazywa się „światłem Boga”. Była to praca nieżyjącego już niestety Faramarza Ghahremanifara. Byłem zachwycony faktem, że tak twórczy talent pokazano na wystawie. Nagle zapytano mnie czy chciałbym wejść do środka fotoplastikonu i zobaczyć mechanizm przesuwający przeźrocza. Oczywiście chciałem! Ale jak? Pod półką okalającą urządzenie wisiała tkanina. Po podniesieniu płótna ukazały się drzwi, przez które można się przeczołgać do środka. Natychmiast padłem na kolana i na czworakach przelazłem z półmroku zewnętrza fotoplastykonu do jego jasno oświetlonego wnętrza. Wkrótce dołączyli do mnie Tomasz, Syaiful i Borys. Ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że w środku wcale nie było gorąco, chociaż paliło się mnóstwo żarówek. Wytłumaczono mi, że zastosowano energooszczędne żarówki. A jakże! Dotknąłem! Rzeczywiście chłodne! Bardzo mnie interesowało w jaki sposób przeźrocza obracają się dookoła fotoplastykonu. Otóż prąd dostarczany do fotoplastykonu napędza stary silnik od pralki! Silnik obraca pionowo ustawione koło, do którego jest przymocowany rodzaj ramienia. Kiedy ramię osiąga pozycje na dotyka dźwigni, podnosi ją, wprawia w ruch fotoplastykon i przesuwa slajdy na wyznaczone miejsce. Zanim ramię osiągnie pozycję na mija dźwignię, która opada i kończy przesuwanie slajdów. Slajdy pozostają na każdym stanowisku przez 14 sekund, a potem przesuwają się dalej. Pierwotnym źródłem prądu w fotoplastykonie był mechanizm zegarowy z ciężarami i pozwalał urządzeniu działać przez 3 godziny. Gdy skończyliśmy, przeczołgaliśmy się z powrotem na zewnątrz i poszliśmy do sąsiedniego pomieszczenia na wernisaż. Tam spotkałem resztę grupy. Wreszcie mogliśmy porozmawiać i lepiej się poznać. Na wernisaż przychodziło coraz więcej ludzi. Chętnie odpowiadaliśmy na pytania dotyczące wystawy i fotografii stereoskopowej. Bardzo miłym dla mnie momentem było przybycie małżeństwa z dwójką dzieci. Dzieciaki były naprawdę zainteresowane sposobem w jaki powstawały zdjęcia, więc kucnąłem i pokazałem im swój tandem stereoskopowy. Pozwoliłem im zrobić zdjęcie, żeby zobaczyły jak to działa. Były absolutnie zafascynowane! Byłoby cudownie, gdyby wystawa zainspirowała ludzi, szczególnie młode pokolenie, do zajęcia się fotografią stereoskopową. Wróciłem do pomieszczenia z fotoplastikonem. Wiele stanowisk było zajętych przez nowo przybyłych gości. Przez kilka minut chodziłem dookoła fotoplastikonu i dzieliłem się z nimi ich zachwytem. Znalazłem wolne miejsce. Usiadłem, i ponownie slajdy przeniosły mnie do cudownych, odległych miejsc. Kolejne, wspaniałe przeźrocza przesuwały się przed moimi oczami. Nagle pojawił się obraz słonecznego, letniego dnia nad włoskim jeziorem! Znałem ten obraz bardzo dobrze! Wreszcie mogłem zobaczyć mój własny wkład w wystawę! Ale nie dane mi było długo cieszyć się tym widokiem. Zbyt szybko usłyszałem terkotanie maszynerii fotoplastikonu. Moje zdjęcie dołączyło do parady innych stereogramów, oglądanych przez następną osobę, i następną, i następną i następną….. . Około południa przyszedł czas pożegnać się i ruszyć w swoja stronę. Wyraziliśmy nadzieję na spotkanie w Lubece na konferencji ISU w 2019. Wyszedłem z muzeum razem z Borysem. Na pasku aparatu miałem odznakę mojej grupy stereoskopowej: The New York Sterescopic Association. Podarowałem ją Borysowi na pamiątkę tego szczególnego dnia. Pomyślałem sobie, że ten prosty gest będzie wspaniałą kodą zamykającą dwuletnie marzenia Tomasza, aby pokazać w warszawskim fotoplastykonie fotografie stereoskopowe z całego świata. Po obejrzeniu tak wielu pięknych stereogramów, poczułem się zainspirowany do stworzenia nowych w tym krótkim czasie jaki mi jeszcze pozostał w Warszawie. Spojrzałem na drugą stronę ulicy na Pałac Kultury i Nauki. W niewielkiej odległości ode mnie sterczała także gitara reklamująca Hard Rock Cafe. Oho! Poczułem twórczy potencjał połączenia tych dwóch symboli. Wraz z innymi pieszymi przeszedłem przez ulicę i zacząłem fotografować. Stereoscopy nr 1 2019 Artykuł Andrew Lauren'a Serdeczne dziękuję pani Bercie Chojnowskiej i Ewie Pyrczak za przetłumaczenie artykułu.
kiedy powstał obraz dzieciaki z nowego jorku